Dlaczego ciągle ratuję innych, a o sobie zapominam?
Nie potrafisz przestać pomagać, nawet kiedy jesteś już wyczerpany lub wyczerpana?
Czujesz się odpowiedzialny za emocje bliskiej osoby. Usprawiedliwiasz jej zachowanie.
Kontrolujesz, sprawdzasz, pilnujesz, próbujesz zapobiec kolejnemu kryzysowi.
A kiedy myślisz o sobie, pojawia się poczucie winy. To często nie jest przypadek.
Co mogło wydarzyć się wcześniej?
Być może dorastałeś lub dorastałaś w domu, w którym trudno było przewidzieć, jaki będzie kolejny dzień. Może jedno z rodziców nadużywało alkoholu, zmagało się z innym uzależnieniem, chorowało psychicznie lub było nieobecne emocjonalnie.
Może jako dziecko szybko nauczyłeś się lub nauczyłaś się:
- uspokajać kłótnie,
- opiekować się młodszym rodzeństwem,
- odgadywać nastroje dorosłych,
- nie sprawiać problemów,
- odkładać własne potrzeby na później.
W takim domu bezpieczeństwo często zależało od tego, czy uda się "utrzymać wszystko pod kontrolą".
Co dzieje się wtedy w psychice?
Układ nerwowy uczy się, że przetrwanie zależy od ciągłego obserwowania innych ludzi.
Powstają wtedy przekonania, takie jak:
Muszę wszystko ogarnąć.
Jeśli nie pomogę, wydarzy się coś złego.
Moje potrzeby są mniej ważne.
Na miłość trzeba sobie zasłużyć opieką.
Kiedyś były to strategie, które pomagały odnaleźć się w trudnym środowisku. Dzisiaj jednak często działają już automatycznie.
Jak wygląda to w dorosłości?
Dlatego możesz:
- brać odpowiedzialność za decyzje partnera, partnerki lub innych bliskich,
- ukrywać ich problemy przed rodziną,
- rezygnować z własnych planów, żeby ratować sytuację,
- czuć silny lęk, kiedy bliska osoba się złości lub oddala,
- mieć poczucie, że odpoczynek jest egoizmem,
- wiedzieć wszystko o problemach innych, ale nie umieć odpowiedzieć na pytanie: „Czego ja teraz potrzebuję?”
Z zewnątrz możesz sprawiać wrażenie osoby silnej i świetnie radzącej sobie z obowiązkami. W środku często jesteś zmęczony lub zmęczona ciągłym czuwaniem.
To nie jest wada charakteru
To nie znaczy, że jesteś "zbyt dobrym człowiekiem", "za słaby" czy "za słaba", ani że "lubisz cierpieć". To sposób przystosowania, którego nauczył się Twój układ nerwowy, aby poradzić sobie w trudnym środowisku.
Problem polega na tym, że dziś ten mechanizm zamiast chronić, coraz częściej odbiera Ci spokój, poczucie bezpieczeństwa i kontakt z własnymi potrzebami.
Dobra wiadomość?
Współuzależnienie nie jest tym, kim jesteś. To wzorzec, który można zrozumieć i stopniowo zmieniać.
Można nauczyć się pomagać bez ratowania. Kochać bez rezygnowania z siebie. I budować relacje, w których odpowiedzialność za życie i decyzje nie spoczywa wyłącznie na Twoich barkach.
